piątek, 27 lutego 2015

Prolog




Miłość jest jak nienawiść. To zdanie zawsze powtarzała mi matka. Mówiła, że jak się zakocham to nikt ani nic nie będzie mogło mnie z tą osobą rozłączyć. Cieszyła się z każdego mojego przyjaciela. Mówiła-przyjaźń jest jak miłość- tak samo trudno zapomnieć. Dzięki niej moje dzieciństwo było beztroskie i pełne szczenięcej głupoty. Jednak jest jedno “ale”. Tym “ale” można nazwać mojego ojca. Przyszedł pewnego dnia do domu z pistoletem w dłoni i oznajmił żonie, że musi kogoś zabić. Moja matka jak to ona odpowiedziała beztrosko i oznajmiła, że jeśli mój ojciec- Furan Sairyuketsu- wyląduje w więzieniu zobaczą się dopiero po odczekaniu wyroku. Na to ich dzieci, czyli ja, moje dwie siostry Asuka- starsza i Shiro w moim wieku oraz starszy brat Ryuji z niewiadomych dla nas powodów byliśmy nieco zaniepokojeni całą sytuacją w domu. Do dziś pamiętam to mrowienie w nogach, ciarki na całym ciele i mokry tor nieświadomie uronionej łzy, która była jak zwiastowanie zła, które miało się za chwilę wydarzyć. Ojciec nakazał matce wybrać trójkę dzieci jednak nie wspomniał o powodzie. Matka- Kala Sairyuketsu niepewnie odłożyła nóż, który ostrzyła i wskazała na trójkę dzieci myśląc o jakiejś nagrodzie albo jeszcze czymś innym. Wskazała Shiro,Asukę i Ryuji'ego mówiąc że zasłużyli za ostatnie stopnie w szkole i spoglądając na mnie zadziornie wzrokiem który odebrałam jako “ty się też powinnaś starać” ( za dobrych ocen w szkole nie miałam, byłam przeciętna uczennicą). Jednak wstali niezbyt chętnie i podeszli do wyznaczonego przez ojca miejsca, mianowicie stanęli pod ścianą. Chciałam zapytać co się stało że ojciec tak dziwnie się zachowuje, jednak nie była mi to dane. Moje słowa zagłuszyło coś zupełnie innego.
Strzał
Drugi
Trzeci
Ciała mojego rodzeństwa bezwładnie opadły na ziemię. Przestraszona podbiegłam do nich myśląc że to tylko coś nieszkodliwego. Z przestrachem jak i nadzieją zaczęłam nawoływać i szturchać bliska mi trójkę dzieci z dziecinną wiarą ze to w jakikolwiek sposób pomoże. Zauważyłam wyciekający czerwony płyn z głów leżącej przede mną trójki. Z rozwartymi w niedowierzaniu szarymi oczami poczułam mocne kopniecie oraz chłód ściany. Ta zimna nawierzchnia otrzeźwiła trochę mój stan i ukoiła spazmy bólu w dolnych partiach żeber. Zsunęłam sie ze ściany co poskutkowało natychmiastowym zjawiskowym powrotem bólu dzięki któremu mój wgląd na otaczający mnie brutalny i niesprawiedliwy świat stał się ostrzejszy aż powrócił do normy. Jednak jeśli tą normą można nazwać ojca wymierzającego z czarnej broni wprost w moją matkę to wolę juz mieć dalej rozmazany czerwony obraz. Z bezradności zaczęłam łkać i wołać o pomoc jednak odpowiedziała mi głucha cisza i dosłyszalny dygot ciała matki. Widząc Kalę w takim stanie poziom adrenaliny w moim organizmie wzrósł i pomimo bólu stanęłam na równe nogi. Z moich oczy wyleciał potok łez, a ja rzuciłam się na ojca. Upadł i zahaczył głową o kant stojącego blatu kuchennego tym samym wypuszczając z ręki śmiercionośną czarną “zabawkę”. Szybko ją złapałam i wymierzyłam prosto w leżącego na podłodze Furan'a, bo ojcem już go bym nie nazwała. Zmieniłam wyraz twarzy na wydarty z uczuć taki jaki miał ojciec gdy przyszedł do domu. Mężczyzna po rozmasowaniu bolącego miejsca spoglądną na mnie arogancko i oznajmił że taka mała 'gówniara' jak ja nie ma prawa sie mu sprzeciwiać, a tym bardziej zabić.
-Jesteś tego pewny?- oznajmiłam sucho i zaczęłam wyczekiwać upragnionego wyrazu twarzy. Furan spojrzał na mnie z mieszanką strachu, niedowierzania i złości wymalowanymi na twarzy. O te emocje mi chodziło w tej chwili, gdy on leżał, a ja stałam trzymając jego własność byłam zadowolona i chciałam zagrać w jego własną grę. Po chwili zaśmiał sie gardłowo i wypalił, że sobie żartuje. Uniosłam jedna brew do góry zbijając go z tropu. Nie oczekiwał takiej reakcji na jego słowa, ani takiego czynu. Sprawdziłam niewidocznie wzrokiem czy broń jest odbezpieczona.
Strzał
Dwa
Trzy
Pozostawiłam na ciele swojego ojca trzy dziury, z których powoli zaczęła sie sączyć krew. Upadłam pod napływem bólu na ziemie, mocząc się tym samym w czerwonej cieczy. Spojrzałam na matkę. Patrzyła na mnie z szeroko rozwartymi oczami z niedowierzaniem strachem i zmieszaniem na twarzy. Jej usta były lekko rozchylone, co mogło zapowiadać jej wrzask jednak zamiast tego dostałam w zamian złapanie się za koszulkę i upadnięcie na drewniane kafelki. Dusiła się. Zaczęła kaszleć i płytko oddychać. Wezwałam pogotowie. Zaczęłam panikować. Skończyły mi się rezerwy łez i ze spuchniętymi oczami patrzyłam, jak moja rodzicielka umiera. W końcu przestała sie ruszać i wypuściła ze swoich płuc ostatnią dostawę tlenu, którego nie mogła złapać przez ostatnie minuty. Spanikowana, nie wiedziałam co mam zrobić. Z rozwartymi oczami patrzyłam na leżącą u mych stóp Kalę. Jednak z niewiadomych dla mnie powodów żadna łza nie spłynęła po moim policzku, jakbym była bez uczuć, jakbym nie umiała się do nich przywiązać, ich pokochać. Z letargu wybudziły mnie syreny ambulansu zbliżającego się do mojego domu. Nieświadomie zacisnęłam mocniej palce na spuście, jednak od wystrzału powstrzymała mnie blokada. Spojrzałam na swoje czerwone ręce i głośno przełknęłam powstałą w moim gardle gulę. Zaschła mi w krtani, a nogi miałam jak z waty. Nie spostrzegłam nawet kiedy służby zaczęły dobijać się do drzwi mojego domu. W panice zeszłam do piwnicy i odsunęłam starą szafę za którą się zawsze chowałam gdy bawiłam się z rodzeństwem. Z tego co pamiętam jest tam przejście, które po pół godzinnej drodze na czworaka można dojść do polany. Skorzystałam z przejścia i wylądowałam na rzekomej polanie i z pistoletem w ręku zaczęłam biec ile sił w nogach. Na zielonej, lekko powiewającej na wietrze trawie zostawiałam krwawe ślady. Po biegu, który nawet nie wiem ile trwał, opadłam z sił. Na trawie było widać tylko jedną wielką czerwoną plamę i białe, długie powiewające wraz z wiatrem włosy. Nim zasnęłam zobaczyłam kilka sylwetek.

Mam teraz 19 lat. Do dzisiaj szukają ostatniej potomkini z nazwiskiem Sairyuketsu, dlatego też zamiast Sairyuketsu Arissa zostałam nazwana Yukki. Często także mówią na mnie krwawa ( Ryuketsu). Dokładnie przez tą sytuacje, gdy pierwszy raz się spotkaliśmy. Byłam, że tak powiem, czerwoną plamą z białymi jak śnieg włosami. Ryuketsu Yukki jest jak jej ojciec, gdy zabijał swoją rodzinę. Bez litosny, brutalny, arogancki, bez uczyć i bez świadomości swoich czynów. Taka też stała się Ryu. Stworzyłam razem z kilkoma, a nawet kilkunastoma innymi osobami grupę. Nazwaliśmy się Akatsuki. Jesteśmy najbardziej znanymi przestępcami w całym Tokio. A najbardziej Jestem znana Ja. Moja twarz wisi na każdej tablicy z wysoką zapłatą za moją głowę. Trochę jak na jakimś dzikim zachodzie, ale to czyni mnie jeszcze sławniejszą. Na moje szczęście sfotografowano mnie w peruce którą noszę a dokładniej czarne włosy sięgające do ramion i grzywka, która zasłania mi lewe oko. Na którejś z kolei misji zostałam dźgnięta nożem w właśnie lewe oko i jako, że mamy w Akatsuki dwóch lekarzy pomogli mi i wszczepili mi czerwone szklane oko.  
________________________________________________________________

To jest prolog( bystra jestem nie ??) zapraszam do komentowania, a ze wszelakie błędy przepraszam :3

4 komentarze:

  1. Znalazłam twojego bloga przypadkiem, ale mnie zaciekawiłaś tym prologiem i myślę że zostanę tutaj dłużej albo i nawet do końca twojej historii. Dodaje tego bloga do obserwowanych i czekam na kolejny rozdział <3 Weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam czekam! Zapowiada się ciekawie, tak dalej trzymaj! Dodaję u siebie do linków :) Buziaki
    aishiteru-itachi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń